sobota, 15 sierpnia 2020

Liberec (4)

Za następnym zakrętem wynurzył się zza drzew szczyt góry Jested.


A za plecami odkrył się piękny widok na miasto.


Potem napotkałam górną stację wyciągu narciarskiego. Latem też można nim wjeżdżać. Ale przypominam, że wybrałam się bez kasy. ;p


Czesi lubią swoje ścieżki asfaltować niestety. Ale byłam zadowolona, że po płaskim, bo jednak wspinaczka była ostra.


Okazało się, że po drodze zaliczam jeszcze jeden szczyt.


Zza drzew.


Piękna ścieżka.


I ciekawe formacje skalne.


Dobrze, że się nie poddałam na stromiźnie. Teraz było bardzo miło. :)

czwartek, 13 sierpnia 2020

Liberec (3)

To co, wspinacie się dalej ze mną?


Odkąd zaczęło być "widać widoki" to szło mi się zdecydowanie lepiej.


Tak trochę na zasadzie "Jeszcze 10 kroków i zobaczę co teraz będzie widać".


A że widać było cudownie, to robiłam kolejne 10 kroków.


Bardzo dobrze robiła mi też świadomość jak już jestem wysoko, wydawało mi się, że już za chwilę powinnam być na szczycie.


Przez jakiś czas towarzyszył mi samolocik, który kręcił kółka.


Potem przeczytałam, że w Libercu jest aeroklub.


Trochę miałam wątpliwości, gdzie ja w zasadzie jestem, bo wchodziłam jakąś trasą narciarską, bez żadnych oznaczeń. Ale słusznie rozumowałam, że trzeba wejść na górę, a potem się zobaczy. ;)



I tym sposobem znalazłam się przed ostatnim pionem.

wtorek, 11 sierpnia 2020

Liberec (2)

Liberec ciąg dalszy.


Postałam jeszcze patrząc jak ludzie jada w górę Jested, a potem postanowiłam zobaczyć bliżej skocznię.


Wspinanie się koło skoczni uznałam za przekraczające moje siły.


Ale zauważyłam ładną, choć też stromą dróżkę w lewo.


No i tak sobie nią szłam pod górę, głównie napędzana złością na siebie. ;)


Wspinanie się dobrze mi zrobiło, bo zaczęłam myśleć, że przecież w zasadzie nigdzie mi się nie spieszy, a dookoła jest pięknie.


I wtedy zza drzew zaczęły się wyłaniać widoki.


I zdałam sobie sprawę jak już wysoko weszłam!


No to jeszcze kawałek! ;)

niedziela, 9 sierpnia 2020

Liberec (1)

W zeszłym roku (2019) pierwszy raz wybrałam się do Liberca. Bez większych planów, w zasadzie miała to być tylko przejażdżka pociągiem. Na dworcu jak kupowałam bilet, to miły Pan Kasjer powiedział mi, że ten bilet uprawnia mnie też do przejazdu tramwajem numer 3 pod górę Jested. No to stwierdziłam, że jakiś punkt do zobaczenia też mam. 


Wyszłam z dworca i zobaczyłam ten własnie widok powyżej. Całkiem ładnie, prawda?
Znalazłam tramwaj numer trzy i pojechałam w przeciwną stronę. ;p Że to była przeciwna strona zdałam sobie sprawę bardzo szybko, bo po jednym przystanku wjechał na krańcówkę. ;p


Ale potem już pojechałam dobrze. Całe szczęście, że nie ruszyłam pieszo, tak jak to miałam w zamiarze, bo było daleko, pod górkę i takimi kanałami, że w życiu bym nie trafiła, ani na azymut, ani jak w "Nie lubię poniedziałku". ;p Ale w końcu dojechałam, podeszłam kawałek do parku i patrzyłam na Liberec z góry. Całkiem duże miasto.


A potem moim oczom ukazała się GÓRA...


Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że przyjechałam do tego czegoś, co mi się błyszczy na horyzoncie przy dobrej widoczności ze Szrenicy. To ta iglica na czubku.


Wjeżdża się takimi wagonikami.


Ustawiłam się w kolejce, odstałam swoje i zonk - za głęboko w Czechach najwyraźniej, bo polskimi pieniędzmi się nie da. I wtedy się okazało, że karty kredytowej nie wzięłam... Nie chcecie wiedzieć jakie słowa padały z mych ust....


No cóż, postałam popatrzyłam jak jadą...


I postanowiłam wejść chociaż kawałek, żeby wyładować złość. ;)

piątek, 7 sierpnia 2020

środa, 5 sierpnia 2020

Górą Szklarskiej Poręby (4)

Zostajemy jeszcze na Zakręcie Śmierci.


Widoki na wszystkie możliwe strony.


Sam czubek skał na Zakręcie.


I ostatnie piętro.


A tu od dołu.


Pora wracać do miasta.


Widok znajomy.


Wędrówka w dół zdawała się nie mieć końca. Jednak ten poprzedni dzień dał mi się też we znaki i w sumie to zazdrościłam koledze, że siedzi w pociągu... ;)

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Górą Szklarskiej Poręby (3)

No to zaglądamy do sztolni pirytu.


Z tej dziury wyleciał kiedyś nietoperz.


Wracamy z powrotem na szlak.


Jeszcze 10 minut spaceru i jesteśmy na Zakręcie Śmierci.


Zazwyczaj jestem zbyt zmęczona albo mam jeszcze przed sobą długą drogę i nie eksploruję dokładnie tego miejsca. Ale tym razem było inaczej.


Weszłam wszędzie gdzie się dało, a dało się wszędzie.


I stamtąd to dopiero były widoki!


Stojąc przy asfalcie nie widzi się jednak tak dobrze, drzewa zaczynają przesłaniać.


A z czubka widać pięknie. :)

sobota, 1 sierpnia 2020

Górą Szklarskiej Poręby (2)

Idziemy dalej!


Ten odcinek obfituje w ciekawe formacje skalne.


Wpadło mi w oko to rozdroże. Kiedyś tędy wchodziłam, tą ścieżką z lewej strony. Odkryłam to dopiero jak stanęłam "tyłem do kierunku jazdy". ;) Perspektywa zmienia wszystko.


Następne skałki. Ich nazwa sprawia, że człowiek rozgląda się nerwowo na boki. :D


Sami zobaczcie, czy przypomina zbója.


Trasa jest zadrzewiona, co jest dobre w czasie upału. Czasem otwiera się widok na Karkonosze.


Wchodzimy w parów.


Idę górą!


Ale i tak za chwilę zeszłam. ;)
Bo jak mogłam przejść obok i nie zajrzeć do sztolni? Nie mogłam. Więc i Wy następnym razem tam zajrzycie.