poniedziałek, 26 czerwca 2017

Pierwszy raz przez Izery (12)


Noc w Chatce Górzystów była ciężka...
Strasznie wiało i padało, cały dom skrzypiał i trzeszczał, wiatr duł w kominie i wszystkich szparach, a krople waliły w dach z siłą młota pneumatycznego. Ale cóż poradzić - chciałam bliskiego kontaktu z naturą, to go miałam. ;)
Po śniadaniu ruszyłam w dalszą drogę.


Jeszcze pożegnalny rzut oka. :)

sobota, 24 czerwca 2017

czwartek, 22 czerwca 2017

Pierwszy raz przez Izery (10)


Chatka Górzystów to jedyny budynek ocalały z istniejącej tutaj kiedyś osady Gross-Iser. Kiedyś mieściła się w nim szkoła. W izbie na dole można podziwiać zdjęcia, pamiątki oraz całkiem sporą bibliotekę gospodarzy - państwa Polańskich. Tam też jest kominek i wszyscy spędzają wieczory, bo pokoje są w zasadzie przeznaczone ściśle do spania. Za to mają ciekawe nazwy. Oto mój. ;)



Prąd jest w zasadzie nieużywany. Turyści radzą sobie telefonami (które służą prawie tylko jako latarki, bo zasięg bywa raczej rzadko) lub czołówkami, a na stołach i w żyrandolach są po prostu świece. I oczywiście kominek, przy którym można się ugrzać i który zapewnia ogrzewanie w reszcie pomieszczeń.



Po prawej stronie widać wejście do kuchni. Można zamówić bigos, aktualną zupę, jajecznicę na śniadanie, a najsłynniejszym daniem są naleśniki, z jagodami i bitą śmietaną. Po jednym jest się pełnym po brzegi, takie są duże. Ale w zasadzie tylko dla nocujących, bo serwowane od 17, a Chatka leży naprawdę daleko od cywilizacji. I nie można przyjechać samochodem. Znaczy teoretycznie można - ale nie na naleśniki bo na tablicy informacyjnej jest kartka "Zmotoryzowanych nie obsługujemy". :D

wtorek, 20 czerwca 2017

Pierwszy raz przez Izery (9)


Od spotkania ze żmijką nie było już daleko na mój nocleg. I całe szczęście bo zaczęło kropić. Wyciągałam nogi jak tylko mogłam.
A nocleg miałam pięknym miejscu!



To widok sprzed Chatki Górzystów w momencie, kiedy do niej dotarłam. Tam po lewo to już leje na całego. ;)
W sumie nie miałam takiego złego czasu bo o 16 byłam już na miejscu. A obawiałam się, że nie dotrę przed zmrokiem. ;)

niedziela, 18 czerwca 2017

Pierwszy raz przez Izery (8)


A potem zaczęło się zbierać na deszcz... I grzmieć w oddali... Nie byłam już daleko od docelowego miejsca na ten dzień, ale mimo wszystko zrobiło mi się trochę dziwnie, że miałabym zmoknąć tak na koniec.
Na mapie trasa prowadziła jakby trochę na około, widziałam zaznaczoną ścieżkę bardziej prosto do celu, ale jakoś bałam się nią iść. Po lekturze jednej z książek Stephena Kinga cały czas pamiętam hasło "Never go off the path". *
W tym momencie poczułam Zapach dymu i gotującego się jedzenia... Mmmmm... :)
Zza zakrętu wyłonił się najpierw wielki namiot coś jak wojskowy, potem ognisko, a dookoła siedziska, kawałek dalej stół i ławy. Całe obozowisko! Chyba ci ludzie mieszkali tam na stałe, przynajmniej w lecie. Wyskoczyli aż na drogę, żeby mi pokazać jak mam iść, potwierdzili, że tą dziwną ścieżką będzie krócej i jeszcze chcieli mi piwo dać na drogę. :)
Podziękowałam, ruszyłam dalej, a za następnym zakrętem...




Pierwotnie wygrzewała się na mojej ścieżce, ale na mój widok zwiała w trawę, jak widzicie. Chyba jej się nie podobało, że jej robię zdjęcie (fakt, nie zapytałam o pozwolenie) bo podniosła się na ogonie i powiedziała w moim kierunku kilka brzydkich słów. ;)


* "nigdy nie schodź ze ścieżki", Stephen King "The girl who loved Tom Gordon", o dziewczynce, która (łatwo się domyśleć) zeszła w lesie ze ścieżki...

piątek, 16 czerwca 2017

Pierwszy raz przez Izery (7)


Byłam już naprawdę o pustej butelce, kiedy wreszcie dotarłam do tej oto uroczej rzeczki - Kobyłki.


Jak widać, zbyt głęboka to ona nie jest. Miałam spory problem, żeby nabrać wody do butelki. Już wyobrażałam sobie siebie leżącą na brzuchu i ciągnącą prosto ze strumienia razem z mułem, ale udało się tego uniknąć. ;)

środa, 14 czerwca 2017

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Pierwszy raz przez Izery (5)


Problemem w Izerach zdaje się być woda. Przyzwyczajona do tego, że w Karkonoszach co krok coś płynie i można nabrać wody, w Górach Izerskich dość szybko stanęłam przed problemem "suchego pyska". ;) Woda z butelki znikała w szybkim tempie, gdyż upał nie odpuszczał, a tu żadnego strumyka, żadnego źródełka, żadnej rzeczki.
Kiedy w zasadzie na dnie miałam dosłownie parę łyków zobaczyłam tabliczkę "Ujęcie wody". Skręciłam więc i oto ujrzałam widok, który ucieszył mnie bardziej niż wielbłąda na pustyni.


I tak, jak na pustyni, moje nadzieje rozwiały się jak fatamorgana....
Po powierzchni wody pływały jakieś wstrętne plamy z czegoś tłustego. :( Może i ładnie się mieniły wszystkimi kolorami tęczy, ale mój organizm krzyczał "Pić!" i w tym momencie miał w nosie wszystkie tęcze tego świata... :(
Tak to jest niestety, jak w górach są wyasfaltowane drogi. Kto idzie w dzicz, szanuje przyrodę. Tam, gdzie można dojechać autem - niektórzy zapominają się zupełnie. Mam wrażenie, że w tym stawku ktoś po prostu umył samochód. :(
Ja się nie napiłam. Odeszłam licząc na to, że może niedługo będzie jakiś strumyk. I tylko przez następną godzinę zastanawiałam się, czy to "ujęcie wody" jest dla kogoś konkretnego, np jakichś okolicznych ukrytych za lasem zabudowań. Mam nadzieję, że nie...

sobota, 10 czerwca 2017

Pierwszy raz przez Izery (4)


Niezła zawalidroga, co? ;)


Stoi na samym środku szlaku, więc szlak musi ją okrążać. Szlak, a właściwie szlaki, bo w tym miejscu idą już trzy razem: czerwony z Wysokiego Kamienia, zielony na Rozdroże Izerskie i niebieski, którym przyszłam ze Szklarskiej Poręby.
Jesteśmy już niedaleko kopalni Stanisław. Sporo w okolicy różnych skałek, są Skarbki, Narzeczeński Kamień, Skalna Brama i Wieczorny Zamek - który (wydaje mi się) jest własnie na zdjęciu.
I jesteśmy dość wysoko, szczyt nazywa się Zwalisko i ma 1047 m n.p.m.
A poza tym wszędzie było pełno pysznych jagód... :)

czwartek, 8 czerwca 2017

Pierwszy raz przez Izery (3)


Na niebieskim szlaku izerskim pierwszy raz doświadczyłam tego, że szlaki w Izerach są dużo gorzej oznaczone niż w Karkonoszach. Dotarłam do skrzyżowania i utknęłam. Postanowiłam usiąść, odpocząć, zjeść coś, a potem rozłożyć mapę i sprawdzić własnym okiem bo na niebiesko - białe paski nie mogłam liczyć. Zniknęły gdzieś. Może skręciły na inny szlak. ;)
Okazało się, że jednak muszę skręcić w prawo i po kilku minutach doszłam do ścieżki na wypłaszczeniu, na której przebiegał czerwony szlak z Wysokiego Kamienia w Izery.


Urocza ścieżka, prawda?
Jak widać chmury zasnuły niebo, więc ruszyłam dalej.