No to ruszamy!
Schronisko na Stogu Izerskim zostało za plecami, a ja ruszyłam ścieżką. Przede mną szło sporo ludzi, po dwoje, troje, a za mną większa grupa sześcioosobowa i jeszcze jedna dwójka.
Pogoda piękna, a po lewej ręce cały czas piękne widoki.
Trochę niepokoiło mnie, że jakoś nie bardzo widać jakiekolwiek oznaczenia szlaku. Ale z mapy wynikało, że idę dobrze, kierunek patrząc na słońce był słuszny, no i nie szłam jedyna w tę stronę.
W pewnym momencie te wszystkie idące grupki zaczęły się jakby zbijać w jeden peleton. ;)
I zaczęliśmy ze sobą rozmawiać na jeden temat: czy my w zasadzie dobrze idziemy? ;)
Pan z ostatniej dwójki wyciągnął jakąś mapę tak dokładną, że to chyba była jakaś wojskowa sztuka. ;) I pokazał nam dokładnie którą ścieżką idziemy. Na mojej mapie jej nie było. ;p
Po drodze minęliśmy resztki starego nieużywanego już od lat wyciągu. Ten na mojej mapie był, więc upewniliśmy się, że kierunek jest nadal dobry.
A potem ścieżka się skończyła i utknęliśmy w gąszczu. ;)
Zatrzymaliśmy się i zaczęliśmy kolejną debatę nad mapą, kiedy jedna z osób zauważyła, że w sumie to tu trochę pod górkę widać chyba polankę i co więcej słychać głosy.
Mimo że pan od mapy wojskowej upierał się, że trzeba prosto, poszliśmy w prawo pod górę i faktycznie - dotarliśmy do polany i jednocześnie do większej drogi.
A była to Polana Izerska - tam gdzie miałam dojść. :)
Po tych przeżyciach wszyscy się wyłożyli na polanie i był piknik. ;)
Tam się towarzystwo podzieliło, każda grupa miała inne dalsze plany. Okazało się, że do Szklarskiej Poręby nikt nie zmierza, więc ruszyłam dalej sama po wylewnych pożegnaniach. Tak to przeżycia zbliżają ludzi. ;)