Ogłoszenie


Jestem w sanatorium.
Jeśli się uda, to posty się będą pojawiać, bo
zrobiłam zapas, więc zapraszam do oglądania.
Na Waszych blogach zaległości nadrobię po
powrocie.

wtorek, 28 lutego 2017

niedziela, 26 lutego 2017

Kompozycja artystyczna


To był mój pierwszy raz w Śnieżnych Kotłach za mgłą. Nawet pani sprzedająca bilety na kolejkę na Szrenicę ostrzegała, że widoczność słabiutka, prawie zerowa. A to była wspaniała wyprawa, no bo nie na co dzień ma się takie widoki.




piątek, 24 lutego 2017

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie


Czasem zdarzało mi się iść gdzieś i nie być pewną czy dotarłam do celu. ;) Mam kilka takich miejsc w Karkonoszach, jedno z nich jest na zdjęciu poniżej.


Orla Skała czy nie??!!
Na pewno gdzieś w okolicy, ale czy to na pewno to - ja nie wiem...

środa, 22 lutego 2017

Po burzy


Byłam nad Wodospadem Mumlavy i dopadł mnie deszcz. Burza! Ulewa! Wiatr!
Jakoś przeczekałam, przetrwałam, pod daszkiem, a potem idąc z powrotem do stacji kolejowej, zobaczyłam na moście taki oto obrazek.



Wyobraźcie sobie jaki nagrzany musiał być ten asfalt, że aż tak zaczęło parować.
Fajnie mi się udało uchwycić, prawda?

poniedziałek, 20 lutego 2017

Pod kołderką


Zawsze na początku swojego pobytu w Karkonoszach przechodzę aklimatyzację. Pierwszy dzień chodzę po Szklarskiej. A potem zaczynam się zapuszczać w jakieś niższe, niż Szrenica powiedzmy, rejony. Więc ląduję na niebieskim szlaku prowadzącym nad Esplanadą, przez Sowie Skały, grób Karkonosza i Złoty Widok aż do Chybotka. 



I ile razy bym tam nie była, tyle razy zachwyca mnie widok na przeciwległą stronę, czyli na Karkonosze. Tu na przykład Szrenica się przykryła grubą kołderką. Drzemie sobie. Niech drzemie, obudzę ją za dwa, trzy dni... ;)

sobota, 18 lutego 2017

Odpoczynek w Kotłach


Następnego dnia po tej wielkiej wyprawie czułam, że powinnam zrobić sobie trochę odpoczynku, więc ... skoczyłam do Śnieżnych Kotłów. :)


W tle Śmielec.
Zobaczcie jaka czysta woda. I zimna! Oczywiście zanurzyłam nogi na czas dłuższy, krioterapia po poprzednim dniu dobrze im zrobiła.
Słońce świeciło, kamień był cieplutki, a że położyłam na nim warstwę ubrań wziętych na wypadek pogorszenia pogody, to był też miękki - raj na ziemi.
I to powietrze... Czułam jak sobie płuca oczyszczam.
I ta cisza...

czwartek, 16 lutego 2017

Daleko od domu (23)


Zeszłam Starą Drogą od schroniska Pod Łabskim Szczytem, a potem skręciłam na zielony. Doszłam do stacji przesiadkowej kolejki na Szrenicę i stwierdziłam, że pójście dalej szlakiem, który oddala się od mojego domu jest już ponad moje siły.
Więc cichcem, bokiem, potajemnie...



...zeszłam Puchatkiem. ;)
Nie wygląda apetycznie bez śniegu, prawda? A poza tym słońce jak widać oświetlało już tylko same czubki drzew, więc było trochę ponuro. Ale to już był ostatni skok, a w zasadzie podskok, króciutki, jako że od dolnej stacji wyciągu do domu to pięć minut.
Jak zeszłam, to posiedziałam jeszcze chwilę przy stawie pod wyciągiem, wspominając całą wyprawę.


(zdjęcie z innego dnia, ale miejsce to samo)


wtorek, 14 lutego 2017

Daleko od domu (22)


Oczywiście o tej porze wyciąg już nie działał, więc czekało mnie jeszcze zejście do Szklarskiej.
Wskoczyłam na zielony szlak w stronę schroniska pod Łabskim Szczytem.
Uwierzycie, że przy schronisku to już czuję się jak w domu? Przede mną całe zejście, a ja już myślę "No to wróciłam!" ;)


Uwielbiam ten widok... Mogłabym tak siedzieć, siedzieć i siedzieć... Z wiatrem we włosach, oczami błądzącymi po Szklarskiej, Szrenicy, skałach...
Za długo nie siedziałam, bo naprawdę było już późno - zobaczcie po lewo, masyw Szrenicy zacienia już całą dolinę.

niedziela, 12 lutego 2017

Daleko od domu (21)


Zbliżając się do schroniska Vosecka Bouda obejrzałam się za siebie.


Aż nie do uwierzenia, że tam na horyzoncie to miejsce w przedwieczornej mgle, to własnie tam byłam parę godzin temu...
Bardzo dumna z siebie, że przeszłam taki kawał drogi, ruszyłam pod górkę w kierunku granicy z Polską. :)

piątek, 10 lutego 2017

Daleko od domu (20)


Ze śpiewem na ustach zeszłam w dół, żeby potem znów wspinać się pod górę do Voseckiej Boudy. Ale teraz szło mi się bardzo dobrze, bo bez obaw, że utknę gdzieś w lesie na noc i zjedzą mnie niedźwiedzie. ;)
Miałam czas robić też zdjęcia.


Piękne lasy w tej okolicy, prawda? I zupełnie inaczej wyglądają, kiedy słońce już chyli się ku zachodowi, a cienie się wydłużają...

środa, 8 lutego 2017

Daleko od domu (19)

Wreszcie nastąpił ten moment, kiedy wynurzyłam się zza zakrętu i zobaczyłam ten oto widok.


To małe coś na lewej polance to schronisko Vosecka Bouda.  Jak widać, daleko jeszcze jak cholera, ale ja miałam ochotę paść na kolana i dziękować wszystkim możliwym siłom wyższym, bo odzyskałam nadzieję, że jednak przed zmrokiem wrócę do domu. ;)

Napiłam się jeszcze trochę herbaty z termosu, zrobiłam  następne kilkadziesiąt kroków i wtedy zza zakrętu wyłonił się kolejny podnoszący na duchu widok.


Schronisko Vosecka Bouda jest teraz na środkowej polance, a po lewo na górze widać schronisko na Szrenicy.
No to w drogę, bo cienie już długie! Wyciągamy nogi! ;)

poniedziałek, 6 lutego 2017

Daleko od domu (18)


Vosecka Cesta, której tak wypatrywałam, trochę mnie wpuściła w maliny. Na mapie wyglądała na dużo bardziej "poważną" drogę. A napotkałam zarośniętą ścieżkę w prawo i piaszczysto żwirową drogę w lewo.
Na szczęście jeszcze trochę i pojawił się ten oto strumień - Vosecka Struga.


Może i niepozorny, ale przynajmniej był w tym miejscu, w którym powinien być zgodnie z mapą. ;)

sobota, 4 lutego 2017

Daleko od domu (17)


Idąc Janouskovą Cestą spotkałam po drodze ... jednego rowerzystę. Na całej trasie, czyli mniej więcej połowa mojej trasy tego dnia. Ogólnie zawsze chodząc po Karkonoszach cieszyłam się, że jest mało ludzi, ale uwierzcie mi, jak się idzie drugą, trzecią, czwartą godzinę i nikogo się nie spotyka, zaczyna się człowiekowi robić dziwnie. ;)
Dobrze, że nadal spotykałam strumienie przecinające trasę, były dobrymi punktami orientacyjnymi. Najpierw Lubosska Bystrina, która tu u góry była o trzy czwarte chudsza niż tam na dole. A potem jej dopływ - Polomovy Rucej.
Zaraz potem postanowiłam przysiąść i zjeść podwieczorek. O, tu. :)


Klapnęłam na jednym z takich kamieni jak widać po lewo, w trawce. Konsumowałam pamiętam twarogowe batoniki z malinami. Podziwiałam tę piękną plamę słońca, która przemieszczała się powolutku po porośniętych lasem zboczach. Widać ją tu dobrze.
I próbowałam rozpoznać, który ze szczytów to Predni Plech, który Plesivec, a ktory Zadni Plech. W drugą stronę nie było problemu - siedziałam pod Kamenecem (1238 m n.p.m.).
Po odpoczynku ruszyłam dalej, niecierpliwie wypatrując przecinającej moja drogę Voseckiej Cesty - kolejnego punktu orientacyjnego.

czwartek, 2 lutego 2017

Daleko od domu (16)


Na tym etapie zaczynałam już wlec się, a nie iść. Słońce się obniżyło, ale dalej dawało nieźle czadu. I co chwila sprawdzałam na mapie, gdzie jestem, bo zaczynałam mieć wrażenie, że zmrok mnie dopadnie na tej trasie. ;)
Pocieszeniem były oczywiście widoki, rozpościerające się po mojej prawej stronie (po lewej wciąż była jakaś górka, wzniesienie, czubek itp).



Widzicie ten jaśniejszy pasek po lewej stronie? To trasa narciarska na Certowej Horze. Tam siedziałam poprzedniego dnia, patrząc na widoki na wprost. Teraz sytuacja się odwróciła o 180 stopni. :)
To jest też to samo miejsce, gdzie napotkałam zająca, o czym pisałam tutaj.